Wracasz do domu po całym dniu teatru

 

ściągasz z nóg niewygodne botki na wysokim obcasie, wieszasz płaszcz a na nim kraciasty szalik, wcześniej luźno przerzucony przez ramię. Wiążesz starannie wyprostowane rano włosy w cebulę, zmywasz makijaż i przecierasz twarz tonikiem. Wciągasz piżamę, na stopy antygwałtki i bambochy i zaparzasz zieloną herbatę w ceramicznym garnuszku, który kupiłaś z myślą o zdjęciach na Instagramie. Następnie włączasz nowy odcinek „Przyjaciółek”  i zaszywasz się z laptopem w łóżku na resztę życia.

Cóż, nie musi być tak kinowo, chodzi o to, kim zostajesz, kiedy zdejmiesz już wszystkie maski z przedstawienia. Przedstawienia w teatrze masek.

Z tym teatrem to jest tak. Od każdego z nas w ciągu dnia wymaga się dopasowania do kilku, albo i kilkunastu roli. Jesteś ogarniętym  pracownikiem, empatyczną przyjaciółką, studentem, któremu znów zmarła babcia i nie mógł przygotować się na egzamin, troskliwym synem, udaną córeczką tatusia, szarmanckim pewnym siebie mężczyzną, duszą towarzystwa i do tego jeszcze konto na Instagramie, na którym jesteś zawsze o dwa poziomy ciekawszą osobą. A, i nie zapominajmy kim byłeś ostatnio przed lustrem w łazience.
I tak naprawdę nic w tym dziwnego, uczymy się dopasowywać twarz do każdej z sytuacji życiowych, żeby funkcjonować w nich dobrze. Istnieją badania, które idą w temacie dalej i wykazały, że sterujemy wrażeniem do tego stopnia, że używamy mimiki, tylko wtedy kiedy ktoś widzi. Na przykład jedząc coś, co nas obrzydza, nie krzywimy się, o ile w pomieszczeniu nie ma drugiej osoby.

W umiarkowanej ilości to nic złego, ale obecnie mamy coraz więcej sytuacji, w których zakładamy maski. Badania pokazują, że od połowy XX wieku nasze relacje stale się osłabiają, pod przykrywką tego, że w ciągu dnia mamy kontakt z coraz większą liczbą osób. Zmieniamy środowiska, miejsca zamieszkania, przez co stawiamy się w coraz większej ilości sytuacji z nowymi ludźmi. Jednocześnie praktycznie nie znamy swoich sąsiadów i spędzamy dużo mniej czasu z rodziną oraz bliskimi nam (wcześniej) osobami. Nie będę tym tekstem naprawiać świata, piszę to tylko w kontekście ról, w które wchodzimy w ciągu dnia. A jak łatwo się domyśleć, w takich okolicznościach jeszcze częściej musimy dopasować siebie do otaczających warunków.

Wiesz dlaczego ludzie nie lubią ubierać garniturów, koszul, garsonek, wysokich szpilek? Nie dlatego, że niewygodnie, albo nogi bolą. Nie dlatego, że nie lubią być ubrani elegancko i poczuć się przez chwilę wyjątkowo. Nie lubią, bo muszą to robić. Bo ktoś od nich tego wymaga, albo są w sytuacjach, w  których nie wypada ubrać się inaczej. Tylko kiedy musisz dopasowywać się codziennie, to żeby nie zwariować szukasz coraz częściej okazji, żeby usiąść przy stole, podpalić bibułkę i odchylić się na krześle zaciągając się uczuciem wyjebania na cały świat.

Wiesz o co w tym wszystkim chodzi? Nauczyliśmy się sterować naszym wizerunkiem, gładko przechodzić w ciągu dnia z jednej roli do drugiej oraz doskonale ukrywać swoje prawdziwe emocje, żeby osiągnąć to, co chcemy,albo żeby pokazać innym twarz, jaką chcemy pokazać.  Tylko notorycznie wpatrujemy się w nierealne wzorce próbując je naśladować. Wierzymy w to, co widzimy na ekranie, nawet kiedy wiemy, że to fikcja. Oglądamy wyretuszowane zdjęcia, kilkuminutowe, barwne momenty z, w gruncie rzeczy, normalnego życia innych ludzi. Tylko tym wypada się chwalić.

Dostajemy sztuczne lajki, zbieramy serduszka na Instagramie i chociaż nie jesteśmy głupi i widzimy co się dzieje, zaczynamy wierzyć, że tak wygląda życie. Nauczyliśmy się z mediów, że ludzie kupują sztuczność i sprzedaje się tylko to, co atrakcyjne i widowiskowe. W mediach tak, w realnym świecie nie. Mówi się, że jesteśmy pokoleniem „pięć minut”. Bo naśladujemy to, co trwa pięć minut. Pięciominutowy sukces, pięciominutowe gwiazdy, które ktoś zauważa po to, by zabłysnęły jasno, a następnie utonęły w odmęcie szarości.

Tego teatru, gdzie każdy z nas codziennie wciela się w dziesiątki ról nie możemy zmienić. To część natury ludzkiej, sami sobie ten teatr stworzyliśmy. Żyjemy w społeczeństwie i każdy chce się w tym społeczeństwie liczyć. Kiedyś społeczności były mniejsze, ale wcale nie oznacza to, że ludzie pokazywali innym swoją prawdziwą twarz. Robili to tylko trochę częściej niż my dzisiaj.

Za to dam Ci jedną radę. Radę odnośnie tego, jak poczuć się w tym przedstawieniu pewniej i jak stworzyć rolę, w która będzie Ci bliższa.

Pokaż światu jedną rzecz, której normalnie nigdy byś nie pokazał. Chodzi o taką cechę, za którą, jak twierdzisz, nikt Cię nie lubi. Taką, która jest niepopularna, niemedialna i ogólnie trochę wstyd. Możesz wypisać sobie na kartce listę rzeczy, której absolutnie nie chcesz pokazać światu. Na początek wybierz taką najmniejszego kalibru. Teraz włącz ją w swoją rolę. Pokaż tę cechę komuś, komu byś jej nie pokazał nigdy. Powoli ujawniaj ją w innych sytuacjach.

Jeśli wydaje Ci się to czymś szalonym, tym lepiej. Oczywiście nie musisz. Ale jeśli się zdecydujesz i będziesz systematycznie stawiać dalsze kroki, zobaczysz, że tę maskaradę można przekształcić w spektakl, w którym żadna z ról nie jest Ci obca. Dalej spektakl, ale taki, w którym możesz grać własne role.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s