Ludzie nie potrafią marzyć

 

Do tej pory spotykałem się z dwoma podejściami do marzeń. W pierwszym podejściu ludzie lubią mówić „jakbym tylko wygrał w lotto, to rzuciłbym tę robotę w cholerę, wyjechał do Tajlandii i żył jak król.” Nazywam to podejściem Janusza. Janusze , inaczej filantropi, od lat zasilają Skarb Państwa i polskich sportowców licząc na to, że przy kolejnym zakładzie dotknie ich palec boży i dołączą do grona uśmiechniętych, niezależnych ludzi biznesu, będą jeździć Maseratti, spać tylko w 5-gwiazdkowych hotelach, a dla relaksu zamawiać masaż tantryczny u młodej tajki (bo słowo prostytucja brzmi tak sobie).

Podejście drugie  prezentujemy wypełniając rubryki „cele zawodowe” w narzędziach coachingowych naszych przełożonych. Od sprzedaży stu mikrofalówek w miesiącu, po stwierdzenie, że „najbardziej, to liczy się dla mnie rozwój osobisty  i stawianie sobie wyzwań” (najlepiej takich, żeby pomóc project managerowi dostać od zarządu Passata w hajlajnie).

To oczywiście dwie skrajności, ale ułatwiają spojrzenie na temat z szerszej perspektywy. Podejście drugie idealnie wpasowuje się w schemat tego, dlaczego ludzi wciąga przeciętność. Powód jest prosty: nie grają, żeby wygrać. Grają, żeby nie przegrać. Żeby żyło się w miarę bezpiecznie, wygodnie, ale tak, by nie było wstydu przed rodziną. Mieli wcześniej inne marzenia, dopóki nie wyjechali na czołówkę z ciężarówką o nazwie „rzeczywistość”. Od tego momentu lubią powtarzć siejące grozę słowa „życie to dziwka, kiedyś sam to zrozumiesz”.

Cóż, większość ludzi, może to i lepiej, wybiera podejście Janusza. Wydaje nam się, że jak tylko uśmiechnie się do nas los, to pojawi się wróżka, pacnie nas swoją pałeczką i wszystko od tej pory będzie łatwe, kolorowe i ekscytujące. Otworzą się przed nami wrota do wielkiego świata, a atrakcyjne podróże i fascynujące historie, które widzimy w telewizji wezmą nas za łapkę i zaprowadzą do siebie. Będę odkrywczy i napiszę teraz: to nie do końca tak działa. Oj.

Jest taka książka, o elektryzującym tytule „4godzinny tydzień pracy”. Jedną z najlepszych lekcji jaką daje, jest to, żeby zastanowić się po co w ogóle dążymy do większego majątku i niezależności. Po co właściwie mielibyśmy założyć świetnie prosperującą spółkę giełdową, po co zatrudniamy pracowników i delegujemy im zadania, skoro nie przynosi to życia jakiego chcieliśmy? Nadmiar pieniędzy zazwyczaj gromadzimy, a nadmiar czasu? Zamieniamy go w nadmiar pracy.

Dobra, rozważmy to na przykładzie. Wymyślmy niczym nie wyróżniającą się osobę pracującą w biurze w średniej wielkości mieście. Nazwiemy ją Agata. Teraz do Agaty przychodzi szef i mówi, że właściwie, to może pracować 20 a nie 40 godzin w tygodniu i zarabiać tyle samo. Co robi Agata? Klaszcze w ręce i popiskuje, teraz będzie w końcu mogła robić rzeczy, na które do tej pory nie miała czasu i musiała odkładać na potem. Ekstra. Przyprowadźmy szefa drugi raz, tym razem agata może właściwie pracować nawet 40 godzin, ale miesięcznie i może sobie ten czas dowolnie rozłożyć w miesiącu pamiętając tylko o ważnych spotkaniach i terminach. Co robi Agata? Klaszcze w ręce i popiskuje, będzie miała teraz tyyle czasu wolnego i spełni tyyyle marzeń. Czy Agata spełniła swoje marzenia? Nie. Agata robi dokładnie to samo co wcześniej, tylko spokojniej, szybciej urywa się z pracy i więcej czasu spędza w domu. Nooo, booo wprawdzie to ona ma dużo czasu, ale trochę pieniędzy jej brakuje i tak naprawdę, to i tak musi być kilka razy w miesiącu w biurze, to nawet nigdzie nie wyjedzie i bla bla bla.Widzisz schemat?

Są przypadki, kiedy musimy harować jak dziki osioł przez wiele lat, zanim będziemy mogli pozwolić sobie na więcej. Zgodzę się, nawet jest tak bardzo często. Tylko jeszcze częściej widzę przypadki ludzi, którzy pracują przez wiele lat za dwoje, ale powoli zapominają po co właściwie to robią. Wpadają w korowód oczekiwań, pracują, żeby potem mieć więcej i lepiej, aż w końcu nie mają siły i chcą mieć tylko spokój. Pracują przez wiele lat na to, co najważniejsze, a po drodze ulatują co drobniejsze marzenia, potem coraz większe, a na końcu odlatują te, na które już za późno. Wszystko dlatego, że nie zaplanowali sobie dokładnie co zrobią z zasobami, na które tak ciężko pracują.

Wiesz kiedy jest najlepszy czas na spełnianie marzeń? Teraz, kiedy nie masz kasy? Za 20 lat, kiedy nie będziesz mieć czasu? Czy za 40, kiedy nie będziesz mieć siły? Nie ma najlepszego czasu, trzeba go wyrwać, zaplanować i wprowadzić w życie. Albo masz marzenia, albo ich nie masz. Jeżeli marzysz o pięknym życiu, musisz mieć plan na to, jak zrobić piękne życie, kiedy będziesz mieć zasoby. A to się robi każdego dnia, przy każdej okazji i korzystając z zasobów, które już masz. Jeśli chcesz wyjechać w wielką podróż, to ją sobie zaplanuj. Sprawdź koszty, miejsca, przeszkody i to jak się do niej przygotować. W końcu odbędziesz swoją pierwszą, a na każdą kolejną magicznie znajdzie się czas i pieniądze.
Jeśli chcesz jeździć ferrari i czuć adrenalinę przy 300km/h, to dlaczego nie zrezygnujesz z 3-miesięcznego budżetu na browar i nie wykupisz całodniowej jazdy na torze?

Zmiana okoliczności, nadmiar czasu i pieniędzy w większości przypadków nic nie zmienia. Jeśli zostawimy sobie „wielkie rzeczy” na ewentualną wygraną w lotto, to prawdopodobnie zabraknie nam jaj, żeby je robić. Jeśli chcemy mieć piękne życie, róbmy je każdego dnia. Pracujmy nad przyszłością, ale zaplanujmy też jak poprawimy czas poza pracą. Ustalmy plan na to, co zrobimy kiedy będziemy mieli dzień, tydzień, miesiąc wolnego.Wtedy będzie warto wymyślać nowe marzenia, jak i pracować, żeby je spełniać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s