Wykalkulowane i zaplanowane. Wszystko.

Ten tekst będzie zupełnie improwizowany. To będzie taki wyrzyg moich myśli. Mam potrzebę się czymś podzielić, czysto, szczerze, bez żadnego filtrowania. Jeżeli to będzie czymś inspirowane, to chyba tylko alkoholem. I dużą dawką życiowych przemyśleń.

Nie wiem czy ktoś podziela te uczucia. Chodzi o to, że od zawsze, kiedy stawałem przed jakimś życiowym wyborem, wszystko musiało być pieruńsko wykalkulowane i zaplanowane. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Już od czasów gimnazjum kiedy wybierałem potencjalny profil w liceum w wieku 14 czy 15 lat zastanawiałem się jak to się odbije na mojej przyszłości, czy aby na pewno w kierunkach, które będą kontynuacją tego wyboru są perspektywy na pracę, stabilizację, zarobek. Potem było już tylko gorzej. Dobrze, że chociaż w podstawówce jakieś siły nieczyste uchroniły mnie przed takimi rozterkami.

Jak wspomniałem, potem już było tylko gorzej. A najgorzej było obserwować swoich rówieśników, którzy w taki czy inny sposób życiowo się określili i ustatkowali. To uczucie zaprzepaszczanego czasu, który to czas bezpowrotnie znika gdzieś w czeluściach niezdecydowania i szukania innych opcji. To rodziło (i rodzi dalej, no przecież) olbrzymią presję przy robieniu czegokolwiek. Nie umiem tego lepiej ująć, bo patrzę na ten dialog już kilkanaście minut i chyba dla niego właśnie to napisałem:

Wiesz co? – szepnął Artur tak cicho, że samogłoski były niemal niesłyszalne w bożym świecie.
Igor spojrzał na niego uważnie – usta miał wykrzywione w grymasie, oczy jakby zamglone od ilości alkoholu, który wlali w siebie tego wieczora.
– Chciałbym coś robić… tak zwyczajnie, kurwa, po prostu. Tak dłońmi, malować, albo kurwa, nie wiem, sklejać modele samolotów. Rozumiesz?? Robić to czysto hobbystycznie i nie zastanawiać się nad tym, czy do kurwy nędzy odbije się to na mojej karierze zawodowej, albo sprawi, że rozwijając to za cztery lata uzyskam pierwsze przychody.  Nie kurwa. Chcę to robić tylko dla siebie.

Ambicje. To słowo miało dla mnie zawsze pozytywne konotacje, ale cholera jasna, zastanawiam się czy nie powinienem zmienić zdania. Mam wrażenie, że to ambicje są winne takim posranym dialogom. A udowadnianie czegoś innym swoim życiem to też ambicje? No bo czym cholera są ambicje?

Jest jeszcze jedna rzecz, która chodzi mi po głowie i jest dość mocno związana z tym tematem. Tylko to spory temat. To pieprzone kalkulowanie rzeczywistości na każdym kroku. To sprowadzanie ludzi do numerków w excelu, do zestawienia przychodów i kosztów, do kosztów marketingu, sprzedaży i obsługi. Nawet życie ludzkie jest dokładnie wycenione, wiedzieliście o tym? Oczywiście zależnie od statusu społecznego i różnych czynników. Tak zwany value of life w stanach wynosi 7 mln dolarów. W polce ZUS wycenia nas na 68tys złotych, taka śmieszna ciekawostka.

Mam takie bezpodstawne wrażenie, że kiedyś tego nie było. Nie w takim stopniu. Że ludzie nie kończyli 4 etapów edukacji, nie szli do pracy na 4 roku studiów, robiąc zaocznie magisterkę, nie brali kredytu na 15 lat w programie MDM na spokojnym osiedlu na granicy miasta, nie kupowali skody Octavii, nie zbierali do 50 roku życia na dom… wiem, było jeszcze gorzej.  Tylko nie ubezpieczali wszystkiego po stawkach wyliczonych przez jakiegoś matematyka w białym kołnierzyku. Nie myśleli też, czy warto zapisywać dzieci do scholi, czy może jednak do drużyny piłkarskiej, bo to będzie miało lepszy wpływ na ich przyszłość. To pewnie robili tylko w stanach.

To by było na tyle. Nie potrafię podać konkretnych przykładów na poparcie swoich tez. Widzę tylko, kiedy to wszystko obserwuję, że coraz mniej rzeczy zawiera jakiekolwiek tajemnice. Widzę, że ludzie boją się wszelkiej niepewności i chcą mieć ją zapisaną w liczbach i stopie procentowej ryzyka inwestycyjnego. Być może to ja się starzeję i mimowolnie to robię. Być może starzeją się też moi znajomi i my wszyscy po prostu „wkraczamy w dorosłość”. Także, być może to nie świat zmierza na drogę zapisania wszystkich rzeczy w liczbach, tylko tak wyglądało też życie naszych rodziców i dziadków. Wiem tylko, że wkurza niezmiernie i nie przestanie. Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s