Dieta niskoinformacyjna -nakarm swój mózg

overwhelm

Szacuje się, że przeciętna osoba żyjąca dziś przyswaja w ciągu doby taką ilość informacji, którą przyswajała przez całe życie osoba żyjąca w średniowieczu. To sporo, nie wydaje Ci się? Żeby wyrazić się klarownie: informacje to nie tylko to, czego się dowiadujesz w ciągu dnia, albo czego się uczysz. Chodzi o wszystkie bodźce jakie do nas docierają – wszystkie przeczytane i nieprzeczytane maile, radio, reklamy, hałas każdego mijającego nas samochodu, rozmowy wszystkich mijających nas w ciągu dnia osób, których nawet nie rejestrujemy, ale są przez nas słyszane i w jakiś sposób analizowane. Jak to się dzieje, że czasem wychwytujesz pewne informacje z rozmów obcych ludzi? Zawsze poświęcasz choć minimalną część uwagi na to, żeby analizować swoje otoczenie. Produktem ubocznym życia w środowisku przeładowanym informacjami jest jedna rzecz – stres.

Poświęcanie temu wszystkiemu uwagi jest nie tylko stresujące, o czym sam doskonale wiesz, ale też skrajnie nieefektywne. Dlatego jeśli zależy Ci na własnym czasie i higienie psychicznej (termin wart bliższego poznania) powinieneś stosować dietę niskoinformacyjną. Krótko mówiąc – ograniczyć do minimum ilość informacji, którym poświęcasz uwagę w ciągu dnia. Zawiera to czytanie postów na facebooku, czytanie wiadomości, oglądanie telewizji, słuchanie radia (nie muzyki), a także poświęcanie uwagi sprawom, którymi, jakby się dobrze zastanowić, wcale nie musisz się zajmować.  Jest to szczególnie ważne w przypadku informacji spływających z mediów. Zależnie od źródeł, mniej więcej trzy czwarte informacji ma negatywny wydźwięk. To ma solidne podstawy, chodzi o to, żeby najskuteczniej pozyskać Twoją uwagę. Jeśli nie wierzysz, to sprawdź dowolny popularny serwis internetowy i zobacz, jaka część informacji dotyczy negatywnych wydarzeń, lub ma na celu wywołać niepokój.

Prawdopodobnie zdążyłeś już powiedzieć sobie, że pierniczę farmazony. Sam bym zresztą tak pomyślał. Całe życie powtarzano mi, że mam iść na studia, interesować się bieżącymi wiadomościami i być zorientowanym. W swoich społecznościach wykształciuchów gardziliśmy ciemną masą, którą można skusić przed wyborami wzrostem świadczeń socjalnych i śmialiśmy się z ludzi, którzy brali pożyczki w Providencie, nie wiedząc nawet co oznacza tajemnicze RRSO 166,09%. Powiesz też, że nie czytasz Pudelka, a wiadomości z Forbes’a i CNN i przyznam Ci rację.  W końcu, dzięki temu, że jesteś na bieżąco, masz też wspólne tematy do rozmów ze znajomymi i możecie wymienić się opiniami, albo pochwalić się czymś, czego nie wiedzieli. Zgoda. Więc w czym problem?

W tym, że większość informacji jest bezwartościowych i to już po odsianiu tych, których nawet nie chce Ci się czytać. Nie mają wpływu na Twoje zdrowie, nie sprawiają, że zarobisz więcej, przeczytanie ich nie sprawi, że małe kotki przestaną umierać. Powiem więcej, nie mają praktycznie żadnego wpływu na Ciebie jako osobę, ani na Twoją wiedzę, bo zapominasz je praktycznie zaraz po przeczytaniu. I nie mogą mieć tego wpływu ponieważ tak są skonstruowane.
Wyjaśnijmy sobie pewną rzecz, roboczo nazwiemy to prawem informacji. Otóż prawo informacji mówi, że kiedy informacja sama pcha nam się do wizualno-akustycznych kanałów poznawczych (świeci i gra jak się na nią gapisz), to jest mało wartościowa. Bardziej wartościowe informacje tudzież wiedza wymagają poświęcenia czasu i energii, żeby je pozyskać. Mały przykład – starcie między dwoma kandydatami na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych. Możesz potraktować to jak dobry serial, którego rozwiązanie poznasz dopiero w ostatnim odcinku sezonu i mieć poczucie, że jesteś bardzo mądry, bo interesujesz się sprawami, które wpływają na losy świata. Bardzo ładnie. Ale możesz też podejść do tematu bardziej rzeczowo i np. przeanalizować tę kampanię, żeby odnieść to do wyborów w swoim kraju i wiedzieć jakimi chwytami pozyskuje się wyborców. Doradcy największych polityków już to robią. Możesz też przeanalizować preferencje każdego z kandydatów, poznać nastroje na rynkach i zastanowić się jaką strategię inwestycyjną obrać w wypadku wygranej jednego z nich. Nie musisz mieć miliona w portfelu, bo na fundusz, w który zainwestowałeś 1000zł takie zmiany też wpływają.

Inny przykład. Przeglądasz zacny portal informacyjny, gdzie dostrzegasz informację o nowym wirusie, jaki dociera do europy. Wchodzisz w niego, czytasz o 15 „epidemii”, która dotknęła kontynent w ciągu 5 lat oraz dowiadujesz się,  że młody i ambitny polski naukowiec właśnie opracowuje szczepionkę na tę okazję. No i? Klikasz dalej, nazwiska naukowca i tak nie pamiętasz wieczorem, ale za to dostarczyłeś swojemu mózgowi kolejną dawkę niepokoju. Zamiast tego mogłeś spokojnie olać ten temat i poczytać coś, co faktycznie ma wpływ na twoje zdrowie. Zdobyć większą wiedzę z zakresu odżywiania, albo poświęcić tę chwilę na czytanie etykiet na produktach w sklepie i dowiedzieć się jaki wpływ na Ciebie na dodawany niemal wszędzie glutaminian sodu.

Proponuję Ci dwie rzeczy: zasadę wąskiego gardła oraz takie ładne powiedzenie „pytanie rodzi pytanie”. W tym pierwszym chodzi zwyczajnie o oszczędność Twojego czasu i nerwów, sam zdecyduj, co Cię napastuje. Posegreguj wiadomości na te potrzebne Ci do pracy, istotne dla Twojego zdrowia, i portfela, resztę odrzuć. Możesz włączyć inne, które będą miały wpływ na Ciebie i Twoje działania, tylko kiedy skrupulatnie posegregujesz poprzednie, wątpię czy coś zostanie.  Potem zamiast scrollować feeda na Facebooku, albo przeglądać portale informacyjne, wybieraj poszczególne informacje. Korzystaj z newsletterów stron, które zawierają to, czego potrzebujesz, korzystaj z podsumowań prasy, albo używaj czytnika RSS, jeśli ktoś jeszcze tego używa. I przestań odświeżać fejsa w poszukiwaniu czegoś co Ciebie zbawi. A jeśli już bardzo musisz, zrób bardzo prostą, choć drastyczną rzecz. Przestań obserwować dosłownie wszystko, co już kliknąłeś. A dopiero potem, kiedy zobaczysz komunikat „nie ma żadnych wydarzeń”, włącz te, które naprawdę chcesz widzieć.
Skutek jest taki, że wcale nie muszą omijać Cię wydarzenia z twojego kręgu znajomych, ale nie będziesz w ich poszukiwaniu pływać w oceanie motywacyjnych cytatów i sweet foci sprzed ekranów komputerów.
„Pytanie rodzi pytanie” pomoże Ci faktycznie zdobywać ciekawe informacje oraz przydatną wiedzę. Chodzi tylko o jedną rzecz – przestaw się z pasywnego odbioru na aktywną Ciekawość. Nie przeglądaj newsów w nadziei, że coś Cie zainteresuje. SZUKAJ tego, co już Cię zainteresowało. Najlepiej w ogóle nie włączaj przeglądarki, jeżeli nie wiesz po co ją włączasz. Wróciłeś z pracy, uczelni? Zrób sobie kawę, usiądź, odetchnij, odpręż się. Oderwij się na chwilę od ciągłego patrzenia w ekran laptopa, telefonu i daj odpocząć przynajmniej swoim oczom. Jeśli będziesz miał energię, samo zacznie spływać. Przypomniała Ci się interesująca rzecz z wykładu? Zainteresował Cię czymś znajomy z pracy? Wpisz to w przeglądarkę. Wyszukaj w Wikipedii. Postaraj się zrozumieć, zacznij googlować pojęcia. Zdziwią Cię dwie rzeczy – to jak szerokie okazało się pozornie błahe zagadnienie, oraz to ile wiedzy zostaje Ci w głowie kiedy samemu zadajesz pytania i znajdujesz odpowiedzi.

Obawiasz się pewnie tego, że robiąc tak „wypadniesz z obiegu”.  Że wszyscy będą wiedzieli o ważnych rzeczach dziejących się na świecie, a ty będziesz stał zielony. Naprawdę? Nie domyśliłbyś się po roku czasu kto jest pretendentem do wygranej w wyborach prezydenckich? Nie dowiedziałbyś się, że zaczynają się mistrzostwa świata w piłce nożnej, ani nie obiłby Ci się o uszy Brexit? Powiem więcej. Olanie tego, co i tak każdy wie wyjdzie tylko na dobre Twoim nerwom, czasowi oraz relacjach z ludźmi. Jak? Po co masz kiwać głową, że też czytałeś wczoraj o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii? I tak się o tym dowiesz. Lepiej zrób z tego użytek i to podwójny. Pytaj ludzi. Pytaj ich o zdanie, opinie. Wiesz jak urosną? Ludzie kochają być pytani o zdanie, szczególnie że z jakiegoś powodu mają wrażenie, że przeanalizowali coś lepiej i dotarli do Ciekawszych opinii niż reszta ludzi. Druga korzyść polega na tym, że będziesz miał wbrew pozorom bardziej rzetelne informacje. Wyobraź sobie, że sam czytasz o jakimś wydarzeniu. Czerpiesz wiedzę ze źródła A, dodajesz B, porównujesz ewentualnie z C – powstaje względnie niezmienna Twoja opinia na jakiś temat. A teraz, zamiast opierać się tylko na tym, posłuchaj opinii trzech osób, które same są zlepką kilku innych opinii. Ilość źródeł rozszerza się wykładniczo, widzisz zalety?
Dzięki temu nie tylko będziesz dla ludzi lepszym rozmówcą (bo będziesz lepszym słuchaczem). Będziesz też mieć dużo większą wiedzę na różne tematy, kiedy samemu będziesz studiować interesujące Cię rzeczy.
Ale najważniejsza jest druga korzyść – oszczędność Twojego czasu i energii. Możesz poświęcić go na zrobienie czegoś dla siebie, albo rozmowę z innymi.

Proponuję Ci mały test. Na jeden tydzień olej totalnie „bycie na bieżąco”. Sprawdzaj tylko czat, maila oraz grupę na fejsie (jeśli masz taką w pracy ,albo na uczelni). Możesz to zrobić właściwie jeden lub dwa razy dziennie. A potem nie włączaj w ogóle przeglądarki, nie przeglądaj feeda na telefonie, wyłącz radio, nie włączaj telewizji, nie oglądaj wiadomości ani o nich nie czytaj.
Zamiast tego rozmawiaj z ludźmi jak zawsze, częściej zadając im pytania, a jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, użyj google.
Zaobserwuj, czy coś Cię omija, czy okazało się, że nie wiesz czegoś, co dla każdego jest oczywiste. A kiedy już pozbędziesz się tych obaw, możesz cieszyć się spokojem jaki daje Ci olewanie wszystkiego tego, co żebrze o Twoją uwagę 🙂

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s