Dajmy sobie trochę luzu, pozwólmy sobie czasem się mylić.

nie-wychylac-sie

Jest taki Michał, będzie bohaterem dzisiejszej opowieści.  Michał to bystry chłopak. Pochodzi z Krakowa, ma 29 lat i dziewczynę. Ostatnio radzi sobie całkiem dobrze, dostał nawet awans w Capgemini na starszego specjalistę ds. analizy danych, którym jego mama chwaliła się na rodzinnej imprezie. Zarabia teraz lepiej niż uważa, że powinien na swój wiek, co też przyniosło mu większy szacunek wśród znajomych. Jednak Michał z tej sytuacji ni to jest zadowolony, ni to niezadowolony. W jego głowie przez kilka ostatnich lat pojawiają się myśli, o których nie wie jego rodzina. Nigdy nie wiedział jak im o tym powiedzieć. Po części zwierzał się swojej dziewczynie. Otóż, problem polega na tym, że Michał generalnie rzyga swoim życiem. Zaczynając studia na Politechnice nie sądził, że kryzys wieku średniego dotknie go jeszcze, zanim weźmie kredyt na dom na obrzeżach Krakowa i kupi minivana z dodatkowym 3 rzędem siedzeń.

Coś wam wyjaśnię – Michał już jako nastolatek pisał opowiadania. Fascynowało go to, jak pisał je Bukowski, Hemingway, i od tamtej pory, aż do dziś nie przestał pisać. Problem polega na tym, że od tamtej pory w ogóle się tym nie chwalił. Robił to, w czym był dobry, a zawsze był dobry w komputerach i liczeniu. To zaprowadziło go na informatykę, gdzie najbardziej docenił go wykładowca od baz danych. A teraz czuje, że jego życie wygląda tak, jakby przez przypadek zagadał do brzydkiej dziewczyny – zawrócić głupio, ale brnąć dalej też się nie chce.

Cóż, Michał ze swoim problemem nie jest osamotniony. Nie on pierwszy, nie ostatni, ale dlaczego tak się dzieje? Wróćmy do kilku sytuacji z dzieciństwa i czasów szkolnych Michała. Opowiem wam kilka historii, które jedna po drugiej, przybliżą nas do odpowiedzi.

Był rok 1990. Trzyletni Michał wchodzi do kuchni, gdzie zastaje swoją matkę z nożem w ręce. Gotowała zupę. Kiedy nagle zadzwonił telefon, Michał korzystając z chwili nieuwagi postanowił, że pomoże jej w gotowaniu. Chcąc przesunąć garnek na palniku dotknął jednego ucha. Poczuł piekący ból i pisnął.

– Zabroniłam Ci podchodzić do kuchenki, kiedy gotuję!  – krzyknęła
– Pokaż rękę, poparzyłeś się? Widzisz? Teraz będziesz pamiętać!

Michał wybiegł z płaczem z kuchni, nie dlatego, że tak bolała go ręka. Płakał, bo chciał pomóc, a został ukarany.

Inna historia, którą zapamiętał potoczyła się kiedy Michał miał osiem lat. Siedział w klasie na zajęciach z języka polskiego, gdy z ust nauczycielki padło pytanie:

– Michał, przeczytaj swoje zadanie domowe. Jak rozłożyłeś poniższe zdanie?
– Rzeczownik, przymiotnik… – zaczął odpowiadać
– Przydawka! Powtarzałam wczoraj dwa razy! Michał, taki mądry na matematyce, a z polskiego Ci się nie chce, tak?

Klasa zaczęła się śmiać, a w Michale coś się złamało. Poprzedniego wieczora odrabiając zadanie domowe postanowił, że nie poprosi mamy o pomoc. Chciał zrobić je samemu. Teraz poczuł jak czerwieni się ze wstydu.

Dochodzimy do ostatniej sytuacji, gdzie daruję już wam okoliczności. Schemat znacie, Michał po raz kolejny w życiu spróbował swoich sił, w czymś, czego nie był pewniem. Jako uczeń liceum pokazał rodzicom kilka ze swoich opowiadań mówiąc, że chciałby studiować literaturę, kiedy napisze maturę. Ojciec przeczytawszy dwa z nich odparł:
– Wiesz synu, nie chcę niszczyć twoich marzeń, ale kilku z moich kolegów miało w liceum taki sam pomysł jak ty. Żaden z nich nie wyszedł na tym dobrze, a niestety muszę Ci powiedzieć, ich opowiadania były równie dobre, albo lepsze. Zrozum, chcemy dla Ciebie dobrze, po prostu dobrze Ci radzimy.
– Zastanów się jeszcze, masz przed sobą jeszcze wiele lat –  dodała matka, a on wziął sobie tę radę do serca.

Nauczony jak każdy z nas wcześniejszymi doświadczeniami postanowił nie ryzykować. Wszak wiedział, a raczej podpowiadała mu to logika, że powinien robić to, do czego ma predyspozycje. Każdy z pisarzy, jakimi był zafascynowany posiadał niezwykły talent, jaki był sens brnąć przez następne lata w coś, co miało skończyć się porażką?

Pewnie chcesz teraz odpowiedzi na pytanie „dobra, to w końcu piszesz o popełnianiu błędów, czy życiowych wyborach?” Nie ma żadnej różnicy. To historia o tym jak metoda czerwonego długopisu zmienia nasze myślenie i odbija się na naszym życiu. Żyjemy w społeczeństwie, w którym dzieci uczą się od urodzenia o swoich błędach: od rodziców, od rodzeńtwa, od nauczycieli, potem do siebie samych nawzajem. Od najmłodszych lat piętnuje się nas za popełniane błędy. W szkole każdy z nas dostawał informację zwrotną nie o naszych postępach, ale o tym, co zrobiliśmy odmiennie od metody nauczyciela, odmiennie od klucza na egzaminie. To rodzi niemałe patologie.

Nie ma wśród nas osoby, której w szkole nie dotknęła sytuacja podobna jak u Michała. To, w połączeniu z historyczną tendencją do piętnowania tych, co się wychylają, sprawia, że boimy się odzywać, zadawać pytania, bo inni pomyślą, że jesteśmy debilami. Bo nazwą nas debilami. Najczęstszy zarzut, jaki słyszę od wszystkich innych wobec (o ironio) wszystkich innych ludzi, to właśnie to, że są debilami. Nie dziwota więc, że siedzimy jak te kołki na wykładzie i boimy się zadać najprostszego pytania. Nawet pomimo tego, że na większości pierwszych wykładów słyszę zapewniania prowadzącego, że nie ma głupich pytań. Grupa tak nie uważa. Jaką przyjemność daje rozwianie swoich wątpliwość, kiedy słyszymy zirytowany pomruk Sali i widzimy porozumiewawcze uśmiechy osób z rzędów przed nami? Podobne sytuacje zdarzają się wielokrotnie rzadziej, kiedy mam zajęcia z obcokrajowcami.

Szkoła, uczelnia to tylko najprostsze przykłady tego, jak funkcjonuje piętnowanie mylących się. Największy problem w tym, że ograniczamy sami siebie. A tym samym ograniczamy wszystkich innych. Wmawiamy sobie, że osoby, które umieją coś doskonale i są znane ze swoich umiejętności mają wyjątkowy talent. Śmiesznym przy tym jest fakt, że czytając wywiady z tymi osobami, okazuje się, że pracowały one więcej niż każdy z ich rówieśników. Pracujesz 10 lat nad swoimi umiejętnościami, a wtedy ktoś mówi „oto prawdziwy talent”.
Ile też razy miałeś ochotę pokazać wszystkim innym, że potrafisz coś dużo lepiej? Sam? Że nauczysz się czegoś doskonale, a wtedy wszystkim opadną szczęki, kiedy zobaczą, jaki jesteś teraz?

Mam propozycję – ułatwmy sobie życie. Dostrzegajmy w nas samych i w innych ludziach to, co ROBIMY DOBRZE. Potrafimy doskonale wprowadzać to w naszych korpo środowiskach, ale dalej nie potrafimy tego w życiu. Dajmy innym się mylić – chwalmy ich za postępy i nie wytykajmy komuś błędu, póki nie jest aroganckim ignorantem, albo nie próbuje rozwalić swoją głową muru z cegieł, a wszyscy widzą jak boli.

Jest jeszcze ważniejsza rzecz, najważniejsza w całym temacie. Pozwólmy sobie nawzajem być W PROCESIE. Nie każdy musi od razu być Jimim Hendrix’em. Muhammad Ali też musiał dostać w twarz wystarczająco wiele razy, żeby nad sobą pracować.
Każdy z nas jest wyjątkowo czuły na wszelkie sygnały, że coś robi nie tak. Tym bardziej, kiedy robi rzeczy dla siebie nowe. Dostrzeż to w innych ludziach, dostrzeż to w sobie. Korona nam z głowy nie zleci, kiedy nauczymy się mówić amerykańskie „good for you”, albo „you’re doing well, keep going!”. Wszyscy chcemy to słyszeć, dlaczego więc tak rzadko sobie to mówimy?

Dlaczego tak bardzo boimy się pokazać wszystkim innym, że właśnie się czegoś uczymy, że jeszcze czegoś nie wiemy? Dajmy sobie trochę luzu. Nauczmy się tych dwóch rzeczy, a wszyscy na tym skorzystamy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s